Autor

Wyświetl wszystkie

Artykuły Xochitl Dixon

Cokolwiek czynimy

C. S. Lewis w książce Zaskoczony radością, wyznał, że nawrócił się na chrześcijaństwo w wieku 33 lat, „wierzgając, walcząc, obrażając się i rzucając spojrzeniami na wszystkie strony, by znaleźć drogę ucieczki”. Wbrew wewnętrznym oporom, wadom i przeszkodom, jakich doświadczał, Bóg przemienił go w odważnego i twórczego obrońcę wiary. Lewis głosił Bożą prawdę i miłość, pisząc poruszające eseje i nowele, które wciąż są czytane, studiowane i rozpowszechniane ponad 55 lat po jego śmierci. Jego życie odzwierciedlało przekonanie, że człowiek „nigdy nie jest zbyt stary, by wyznaczać sobie nowe cele i marzenia”.

Żyj, módl się i kochaj

Jesse Owens—gwiazda lekkoatletyki—będąc pod wpływem wierzących rodziców, prowadził życie odważnego człowieka wiary. Podczas olimpiady w Berlinie w roku 1936 roku, jako jeden z niewielu afroamerykańskich członków drużyny USA, otrzymał cztery złote medale w obecności pełnych nienawiści faszystów i ich przywódcy—Hitlera. Zaprzyjaźnił się on z niemieckim sportowcem Luzem Longiem. W atmosferze nazistowskiej propagandy, fakt wiary Owensa wywarł wpływ na życie Luza. Ten drugi napisał później do amerykańskiego sportowca: W tamtej chwili w Berlinie, gdy pierwszy raz z tobą rozmawiałem, kiedy skłoniłeś swoje kolana na murawie stadionu, wiedziałem, że się modlisz…Wydaje mi się, że uwierzę w Boga”.

Świętowanie Bożej kreatywności

Gdy muzyka wypełniła audytorium kościoła, na scenie pojawił się Lance Brown—artysta cierpiący na daltonizm. Stanął przed dużym, białym płótnem plecami do zgromadzonych, zanurzył pędzel w czarnej farbie i płynnymi ruchami namalował krzyż. Kolejnymi pociągnięciami pędzla i dłoni stworzył na żywo obrazy ukrzyżowania i zmartwychwstania Chrystusa. Pokrywał duże fragmenty płótna czarną farbą, dodawał niebiesko-białą, by zakończyć abstrakcyjne dzieło w niecałe sześć minut. Potem podniósł płótno, odwrócił do góry nogami i odsłonił ukryty obraz—pełną współczucia twarz Jezusa.

Kim On jest?

Gdy wracałam z podróży poślubnej, czekałam wraz z moim mężem na odprawę bagażu na lotnisku. Szturchnęłam go i zwróciłam jego uwagę na stojącego obok mężczyznę. Mój małżonek zmrużył oczy. „Kim on jest?”—zapytał.

Kwitnąca pustynia

Pustynia Moyave zawiera w sobie piaszczyste wydmy, suche kaniony, płaskowyże i góry. Amerykański biolog, Edmund Jaeger, zauważył, że po każdym dziesięcioletnim okresie obfitych deszczów pojawia się „ogromne bogactwo kwiatów, dzięki czemu niemal każdy metr kwadratowy piasku lub żwirowej gleby pokrywa się kolorowym dywanem”. Kwiatowe widowisko na pustyni nie jest corocznym zjawiskiem. Badacze potwierdzają, że zanim kwiaty pokryją pustynię żywymi kolorami, sucha ziemia musi nasycić się ulewnymi deszczami i w odpowiednich momentach być ogrzana przez słońce.

Nieustraszona miłość

Przez całe lata nosiłam na sobie pancerz lęku, by chronić swoje serce. Stał się on wymówką, by unikać nowych rzeczy, nie realizować własnych marzeń i nie być posłuszną Bogu. Strach przed smutkiem, cierpieniem i odrzuceniem przeszkadzał mi w nawiązywaniu silnych relacji z Bogiem i ludźmi. Czynił mnie niepewną, niespokojną i zazdrosną żoną oraz nadopiekuńczą i przejmującą się matką. Gdy jednak uczę się, w jaki sposób Bóg mnie kocha, zmienia On mój sposób odnoszenia się do Niego i do bliźnich. Ponieważ wiem, że Bóg o mnie się troszczy, czuję się bardziej bezpieczna i skłonna, by przedkładać potrzeby innych nad swoje własne.

Miłość, która nie rezygnuje

Po ukończeniu dziewiętnastu lat i długo zanim znalazłam się w posiadaniu pierwszego telefonu komórkowy i pagera, przeprowadziłam się ponad tysiąc kilometrów od mojej mamy. Pewnego ranka wyszłam wcześnie, aby załatwić kilka spraw, zapominając o naszej zaplanowanej rozmowie telefonicznej. Tego samego dnia wieczorem odwiedziło mnie dwóch policjantów. Mama martwiła się, gdyż jak dotąd nigdy nie opuściłam żadnej z naszych rozmów. Po wielu nieudanych próbach telefonicznego połączenia się ze mną, skontaktowała się z policją i poprosiła, aby sprawdzili, co się ze mną dzieje. Jeden z policjantów powiedział do mnie: „Masz wielkie szczęście, że miłość nie przestaje cię szukać”.

Boża kreatywność

Rzadki okaz meduzy płynął unoszony morskim prądem na głębokości czterech tysięcy stóp niedaleko Baja w Kalifornii. Jej ciało mieniło się fluorescencyjnymi odcieniami koloru niebieskiego, purpurowego i różowego na tle ciemnej wody. Z wdziękiem poruszała mackami w takt pulsującego ruchu jej dzwonkowatego kaptura. Gdy oglądałam zdumiewający film o meduzie Halitrephes maasi nakręcony przez National Geographic, zastanawiałam się, w jaki sposób Bóg zaprojektował to piękne, galaretowate stworzenie. Stworzył On również dwa tysiące innych gatunków meduz, zidentyfikowanych jak dotąd przez naukowców.

Największy dar

Na przestrzeni wielu lat, moja przyjaciółka Barbara podarowała mi niezliczoną ilość pokrzepiających kart i przemyślanych prezentów. Gdy oznajmiłam jej, że przyjęłam Jezusa jako Zbawiciela, wręczyła mi największy prezent ze wszystkich—moją pierwszą Biblię. Powiedziała: „Możesz zbliżyć się do Boga i stać się dojrzała duchowo, gdy będziesz codziennie się z Nim spotykała, czytała Pismo Święte, modliła się, ufała Mu i uważnie Go słuchała”.

Od płaczu do uwielbienia

Kim rozpoczęła walkę z rakiem piersi w 2013 roku. Cztery dni po zakończeniu leczenia, lekarze zdiagnozowali u niej następną postępującą chorobę płuc i dawali jej trzy do pięciu lat życia. Przez pierwszy rok, Kim bardzo zasmucona, zanosiła z płaczem swoje modlitwy do Boga. Gdy spotkałam Kim w 2015 roku, promieniowała zaraźliwą radością i spokojem. Choć niektóre dni są dla niej wciąż trudne, Bóg przemienia jej udręczone serce w piękne i pełne nadziei świadectwo ku zachęcie innych ludzi.

Zmieniona przez miłość

Zanim w swoim życiu spotkałam Jezusa, zostałam zraniona tak głęboko, że unikałam bliskich związków w obawie przed jeszcze większym zranieniem. Moja mama pozostawała moją najbliższą przyjaciółką, dopóki nie poślubiłam Alana. Siedem lat później, będąc na skraju rozwodu, przyszłam na nabożeństwo, dźwigając na rękach swojego małego synka, Xaviera. Usiadłam blisko wyjścia, bojąc się komukolwiek zaufać, a jednocześnie rozpaczliwie potrzebując pomocy.

Raki w wiadrze

Kiedy mój kuzyn poprosił mnie, abym poszedł z nim na raki, byłem ogromnie podekscytowany. Gdy podał mi plastikowe wiadro, uśmiechnąłem się. „Nie ma pokrywy?”—zapytałem.