Chmury wisiały bardzo nisko, blokując horyzont i ograniczając widoczność do zaledwie kilkuset metrów. Mijały kolejne minuty, a ja byłem pogrążony w smutnym nastroju. Jednak gdy popołudniowe słońce stopniowo rozpraszało chmury, zaczął wyłaniać się okazały szczyt górski Pikes Peak—wizytówka mojego miasta.

Na mojej twarzy wreszcie zagościł uśmiech. Uważałem, że nawet fizyczny widok może mieć wpływ na naszą duchową wizję. Przypomniał mi się wówczas psalmista, który śpiewał: „Oczy moje wznoszę ku górom”. Czasami musimy po prostu nieco wyżej podnieść nasz wzrok!

Psalmista rozmyślał nad tym, skąd pochodzi jego pomoc. Być może czynił to dlatego, że wzgórza wokół Izraela były pełne ołtarzy pogańskich bogów, a być może spoglądał dalej, w kierunku świątyni na górze Syjon, i wspominał, że Stworzycielem nieba i ziemi jest Bóg przymierza (w. 2).

Tak czy inaczej, aby czcić Boga, musimy patrzeć do góry. Powinniśmy podnieść nasze oczy wyżej niż okoliczności, problemy i próby, wyżej niż puste obietnice fałszywych bogów współczesności. Zobaczymy wówczas Stwórcę i Odkupiciela—Tego, który woła nas po imieniu. On jest tym, który „strzec będzie wyjścia i wejścia twego, teraz i na wieki” (w. 7-8).